W zamknięciu sezon 2 czy będzie kontynuacja? Jest kilka pytań po finale

W zamknięciu sezon 2 czy będzie kontynuacja? Jest kilka pytań po finale

Chociaż “W zamknięciu” (“Inside Man”) zakończyło historię Harry’ego Watlinga (David Tennant), to scena po napisach z Jeffersonem Grieffem (Stanley Tucci) sugeruje, że może się tam kryć więcej historii, jakie Steven Moffat mógłby opowiedzieć w kolejnym sezonie — albo i kilku. Brytyjski serial kryminalny, o tytule W zamknięciu to kolejna miniserialowa opowieść, która w pierwszym dostępnym sezonie liczy sobie jedynie 4odcinki. Co ciekawe, “W zamknięciu” potrafi miejscami zaskoczyć widza. Z pozoru Citi Bolsters Australia Markets and Research Division z pracownikami handlowymi i wykonawczymi niewinna prośba o przysługę rozpoczyna ciąg wydarzeń, który może zakończyć się śmiercią niewinnego człowieka z rąk innego niewinnego człowieka.

Zamknięta w jego piwnicy korepetytorka matematyki Janice Fife (Dolly Wells, “Drakula”) zagraża bezpieczeństwu jego i jego rodziny. A w to wszystko wchodzi dziennikarka Beth Davenport (Lydia West, “Bo to grzech”), która zwyczajnie chce zdobyć materiał na swój kolejny artykuł. Podobał mi się serial, ale mam problem z motywacją głównego bohatera.

To jedna z dwóch głównych osi fabularnych pierwszego sezonu dzisiejszego serialu. Drugą jest historia Beth (Lydia West), młodej dziennikarki, która chce zrobić wywiad z niejakim Jeffersonem Grieffem (Stanley Tucci). Ponieważ w brutalny sposób zamordował swoją żonę, po czym uciął i schował gdzieś jej głowę.

“W zamknięciu” zderza ze sobą osobowości, których interakcje śledzimy w skupieniu. Głupsze fabularne wolty i katastrofalne wydarzenia, które wydają się frustrująco możliwe do uniknięcia, nie rujnują przyjemnie zsuwającego pośladki na skraj fotela poczucia, że lada moment może się tu wydarzyć coś niesamowitego. Co więcej, choć bohaterom produkcji daleko do osób jednoznacznie etycznych, niemal z każdym i każdą z nich jesteśmy w stanie złapać nić porozumienia.

Jeśli seria doczeka się kontynuacji – a powinna, bo kilka wątków zasługuje na godne rozwiązanie – z pewnością wchłonę ją już w dniu premiery. Dużą siłą “W zamknięciu” jest też fakt, że jak na seriale brytyjskie przystało, jest krótki. Serial powstał we współpracy BBC z Netfliksem, i to, że dostaliśmy tylko cztery godziny oglądania, jest idealną dawką, jaką ta historia potrzebowała. Zostajemy z pewnym niedosytem, bo bohaterowie się na tyle ciekawi, że chciałoby się pobyć z nimi trochę dłużej. Ale każdy kolejny odcinek niepotrzebnie musiałby skomplikować całość, przez co “W zamknięciu” zrobiłoby się męczące i nijakie. David Tennant to urodzony pastor, którego moralnie rozdzierają rzeczy, jakie musi zrobić.

Równocześnie, jak to u Moffata bywa, znajdziemy tu różnego rodzaju niedorzeczności, trochę naciągany — szczególnie w odcinku pierwszym — przebieg wydarzeń, który musi potoczyć się tak, a nie inaczej, bo tego wymaga scenariusz, nie GBP/USD. Kontynuacja spadku korekcyjnego. logika. Wszelkiego rodzaju wady i nieścisłości przykrywa jednak doskonałe aktorstwo. “W zamknięciu” to serial, w którym bardzo mocno czuje się rękę Stevena Moffata, ze wszystkimi tego wadami i zaletami. Wystarczy przypomnieć sobie najgorsze i najlepsze odcinki “Doktora Who” czy “Sherlocka”, by od razu zrozumieć, o co chodzi. Jest to sprawnie zrealizowana produkcja, którą szybko się ogląda, która ma doskonałe dialogi, dobrze zarysowane postacie i mocne momenty dramatyczne. Równocześnie obserwujemy, jak zbieg nieszczęśliwych przypadków sprawia, że pastor Harry Watling (David Tennant, “Doktor Who”, “Des”) władowuje się w sytuację bez wyjścia.

Nic z tego, co oglądamy nie jest choćby w najmniejszym stopniu realistyczne, co zdecydowanie może zniechęcić do oglądania część widzów, ale uważam, że właśnie ten podwyższony dramatyzm jest tym, za co najbardziej lubimy historie Moffata. Jeśli też tak myślisz, to „W zamknięciu” powinien być serialem dla ciebie. Miniserial “W zamknięciu” (“Inside Man”), który możecie obejrzeć na Netfliksie, to zwięzła historia kryminalna, prowadząca dwa równoległe wątki. W jednym obserwujemy, jak nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności bohaterowie posuwają się do coraz bardziej okropnych czynów, a w drugim skazany na śmierć więzień zabija czas, rozwiązując zagadki kryminalne zgłaszających się do niego osób.

„W zamknięciu” to nowy serial Stevena Moffata ze wszystkimi tego wadami i zaletami. Świetna obsada, wartka, wciągająca akcja i postacie i wydarzenia tak kompletnie nierealistyczne, że nie sposób się w nich nie zakochać. Do wyższej oceny zabrakło dosłownie jeszcze kilku minut, które rozwinęłyby zakończenie. Mam wrażenie, że zapowiada on zupełnie inny serial, niż dostajemy w rzeczywistości, przez to część widzów może się od niego boleśnie odbić. A szkoda, bo to przyjemna — nie wybitna — ale przyjemna rozrywka na wieczór, która od początku stawia mocną tezę i do samego końca jest jej wierna.

Swój nowy miniserial Moffat oparł na dość typowej dla siebie intrydze – miejscami zaskakująco pomysłowej, czasem zaś – kuriozalnie niedorzecznej. Twórca, podobnie jak miało to zresztą miejsce we wspomnianym “Sherlocku”, niejednokrotnie wymaga od widza zawieszenia niewiary – czasem przychodzi ono gładko, czasem, nie ukrywam, zdecydowanie trudniej.Pozornie niezwiązane ze sobą wątki są pod tym względem nieproporcjonalne. O ile wizja pomagającej policji hybrydy Sherlocka Holmesa i Hannibala Lectera (wspomniany skazaniec) jest zarysowana na tyle atrakcyjnie, że kupujemy ją bez drgnięcia powieki, o tyle logicznie dziurawy motyw duchownego jest zdecydowanie słabszym elementem tej historii. Serial W zamknięciu to brytyjska miniserialowa produkcja, która opowiada trzymającą w napięciu historię. Jej bohaterem jest odsiadujący wyrok i mający karę śmierci Amerykanin. Pewneg dnia zaczyna on pomagać w pewnej sprawie kryminalnej.

Jeśli chodzi o to, czy kiedykolwiek mógłbym nakręcić spin-off lub zrobić Walt Disney: Podgląd zarobków dla IV 2021 jakiegoś rodzaju sequel — w tej chwili nie wiem. To nie zależy ode mnie i nie zależy od nadawców — to tak naprawdę zależy od publiczności, prawda? Ale jeżeli ktoś by tego chciał, trzeba usiąść i zastanowić się, czy tam coś więcej do zrobienia.

Share this post

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *